Pokazywałam ją już jakiś czas temu na facebooku, ale tu jeszcze nie.
No więc jest - niezbyt perfekcyjna pani domu, królowa chaosu na kwiecie lotosu, obnażająca się nieobyczajnie gdzieś w
bloku z wielkiej płyty, u progu lat 90.
Z boazerią, fototapetą i
wszystkimi szykanami. I ze spaghetti, którego rzeczona baba najwyraźniej nie potrafi ugotować al dente.
Ale może ma inne talenty.
Mebelki pierwotnie wyglądały tak:
...ale zostały przemalowane w wielkomiejskim stylu, żeby sprostać wymogom epoki (raz jeszcze - fototapeta! Z motywem tropikalno-akwaryjnym).
Jest przytulnie, stylowo i światowo, nieprawdaż.
Są dobra konsumpcyjne w lodówce:
Oraz używki i element estetyczny w postaci bieżniczka:
Jest miniaturowo (w skali 1:24).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1:24. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1:24. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 września 2015
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Wyższy poziom
...czyli drugie piętro. Nie, żeby było gotowe - ale przynajmniej już się za nie zabrałam.
Najpierw, tak samo jak na dole, uzupełniłam niepełną ściankę działową. Tak to wyglądało na (niespecjalnie atrakcyjnym) etapie początkowym:
Dziś jest już dużo lepiej :) Przynajmniej jeśli chodzi o prawą stronę, czyli gabinet. Tapeta i parkiet położone, górna listwa z lewej strony uzupełniona, framuga też gotowa.
Jeszcze tylko lampy (ta, którą widać, jest prowizoryczna), drobne wykończenia przy suficie i można będzie pokoik meblować.
Z meblami też nie jest źle. Zestaw z biurkiem, krzesłem i zegarem już pokazywałam.
Chwaliłam się też sklejkowymi pudełkami, przeznaczonymi na biblioteczki.
No więc tak wygląda już gotowa biblioteczka - po dorobieniu podstawy i zabejcowaniu na kolor dębu:
Mam ich dwie sztuki, ale na razie tylko jedna została zapełniona książkami.
Bo książki to chyba najbardziej praco- i czasochłonny element wystroju gabinetu i trochę potrwa, zanim zrobię drugie tyle...
Najpierw, tak samo jak na dole, uzupełniłam niepełną ściankę działową. Tak to wyglądało na (niespecjalnie atrakcyjnym) etapie początkowym:
Dziś jest już dużo lepiej :) Przynajmniej jeśli chodzi o prawą stronę, czyli gabinet. Tapeta i parkiet położone, górna listwa z lewej strony uzupełniona, framuga też gotowa.
Jeszcze tylko lampy (ta, którą widać, jest prowizoryczna), drobne wykończenia przy suficie i można będzie pokoik meblować.
Z meblami też nie jest źle. Zestaw z biurkiem, krzesłem i zegarem już pokazywałam.
Chwaliłam się też sklejkowymi pudełkami, przeznaczonymi na biblioteczki.
No więc tak wygląda już gotowa biblioteczka - po dorobieniu podstawy i zabejcowaniu na kolor dębu:
Mam ich dwie sztuki, ale na razie tylko jedna została zapełniona książkami.
Bo książki to chyba najbardziej praco- i czasochłonny element wystroju gabinetu i trochę potrwa, zanim zrobię drugie tyle...
środa, 20 sierpnia 2014
Osiemdziesięciolatka
Przybyła już parę miesięcy temu, ale jakoś nie zdążyłam się nią (przynajmniej na blogu) pochwalić. Znaleziona na allegro, w zestawie rozmaitych gumowych/plastikowych zabawek bez większej wartości. Początkowo myślałam, że to laleczka celuloidowa, po otwarciu paczki okazała się z biskwitu. Pobieżny risercz w sieci i... "Germany, circa 1930".
Jest malutka, więc pewnie zamieszka z Hildą.
Jest malutka, więc pewnie zamieszka z Hildą.
czwartek, 7 sierpnia 2014
Przedpokojowo
...czyli zapowiadane zmiany w przedpokoju. Schody po przeróbce chyba wreszcie trzymają skalę, na fali prac remontowych dodałam też balsową listwę między tapetą a sufitem. Elementy dorobione do cynowej ławeczki - nóżka i oparcie ze srebrnego fimo - wymagają jeszcze przyciemnienia.
Jakiś czas temu opanowałam (wprawdzie w stopniu podstawowym, ale zawsze) sztukę filcowania. Płaszczyk na charmsowym wieszaku jest jednym z efektów :). Obok torebka od Polly Pocket, przemalowana i z dorobionym łańcuszkiem.
Torebkę, razem z kilkoma butami nie do pary, dostałam od sprzedawcy na targu staroci (kiedy zapytałam o cenę wygrzebanych z pudła dupereli, machnął tylko ręką ze słowami "niech się pani nie wygłupia"). Jedyne dwa buciki w tym samym kształcie były w dwóch różnych wersjach kolorystycznych, dlatego zostały przemalowane (złote kokardki w bonusie). Kozaczek niestety pary nie miał. Ale co tam, niech sobie stoi.
sobota, 5 lipca 2014
Zestaw obiadowy na cztery osoby
Dawno mnie tu nie było, a jeszcze dawniej nie było nic o domu Hildy - pierwszym i najważniejszym z moich miniaturowych projektów. Prace nad nim nie ustają, co najwyżej czasem trochę zwalniają ;) Dziś, żeby nadrobić zaległości - kilka widoczków z jadalni.
Są - z czego jestem szczególnie dumna - otwierane :)
Wszystko z fimo, poza sałatą (ona akurat jest z serwetki). Pomidory cięte z laski. A sos (który tu akurat jest słabo widoczny) to pierwsze podejście do fimo liquid.
Całkiem jestem zadowolona z efektów.
Niedługo pokażę drobne zmiany w przedpokoju :)
Wciąż jest surowo, ale dodałam lustro nad bufetem (rama ze sprzączki od paska) i wykończyłam piec. Zyskał drzwiczki z fimo, zdobione naklejkami do paznokci.
Są - z czego jestem szczególnie dumna - otwierane :)
Tak, światło też jest. Planuję tylko wymienić diodę na trochę cieplejszą, pomarańczową albo czerwoną.
Na stole pojawił się kolejny eksperyment z miniaturową żywnością, obiad na cztery osoby. Nic wyszukanego - pieczony schab, kartofle i sałata.
Wszystko z fimo, poza sałatą (ona akurat jest z serwetki). Pomidory cięte z laski. A sos (który tu akurat jest słabo widoczny) to pierwsze podejście do fimo liquid.
Całkiem jestem zadowolona z efektów.
Niedługo pokażę drobne zmiany w przedpokoju :)
środa, 3 kwietnia 2013
Książki
Z oświetleniem na razie przystopowałam, bo chwilowo nie mam więcej urządzonych pokoi.
Tymczasem więc obiecany post książkowy :)
Takim księgozbiorem aktualnie dysponuję (chociaż stale się rozrasta, bo mam do zapełnienia dwie biblioteczki):
Biblioteczki to drewniane pudełka po ozdobach (z ozdób sklejkowych już robię rozetki do żyrandoli, dla filcowych też znajdę zastosowanie). W nowoczesnym wnętrzu wyglądałyby ładnie nawet w stanie surowym, ale domek Hildy jest odrobinę staroświecki, więc czeka mnie malowanie i postarzanie.
Tylko kilka książek nadaje się do pokazania frontalnie - większość powstała na potrzeby ustawienia w równym rządku na półce, więc atrakcyjne mają tylko grzbiety ;)
Ze środkami już w ogóle fatalnie - zero treści, wkład z deski. Okładki są głównie z papieru, kilka ze skórki i płótna. Grzbiety wycinam z magazynów wnętrzarskich - wystarczy znaleźć dobre, wyraźne zdjęcie czyjegoś księgozbioru i już można szaleć. O:
Tytuły głównie polskie i hiszpańskie, bo akurat takie znalazłam gazety. Miałam też nadzieję na kilka książek po szwedzku, niestety katalog Ikei ma trochę za słabą rozdzielczość jak na moje (nietypowe) potrzeby ;)
Tymczasem więc obiecany post książkowy :)
Takim księgozbiorem aktualnie dysponuję (chociaż stale się rozrasta, bo mam do zapełnienia dwie biblioteczki):
Tylko kilka książek nadaje się do pokazania frontalnie - większość powstała na potrzeby ustawienia w równym rządku na półce, więc atrakcyjne mają tylko grzbiety ;)
Ze środkami już w ogóle fatalnie - zero treści, wkład z deski. Okładki są głównie z papieru, kilka ze skórki i płótna. Grzbiety wycinam z magazynów wnętrzarskich - wystarczy znaleźć dobre, wyraźne zdjęcie czyjegoś księgozbioru i już można szaleć. O:
środa, 27 marca 2013
Prac oświetleniowych ciąg dalszy
Zelektryfikowałam już cały parter :)
Tak świeci się w małym kibelku:
Na początku chciałam tam zostawić gołą żarówkę, ale dioda za bardzo dawała po oczach, nawet przez siatkowe okienko. Zdecydowałam się więc na skromniutki klosz - powstał z nakrętki od fiolki po starym lekarstwie.
A tak wygląda oświetlony przedpokój (widać pierwsze przymiarki do zmiany skali schodów - stopnie prowizoryczne, wymagają poprawek):
Główna lampa przedpokojowa jest jedyną, której nie zrobiłam sama. To miniaturowa latarka z kiosku, częściowo rozmontowana i odwrócona do góry nogami (w zamyśle producenta miała być chyba stojącą lampą naftową).
Bardzo ładnie rozprasza światło, ale zapalona za nic nie daje się wyraźnie sfotografować, więc jeszcze wersja z ostrością:
Tu mosiężny żyrandol w jadalni - uplotłam go z drutu (a raczej - oplotłam cieniutkim drutem kabelki), klosze to znów przyssawki.
Z okazji remontu znów zrobiłam w jadalni przemeblowanie. Od początku miałam z tym pokojem najwięcej kłopotów. A to wydawał mi się nudny i nijaki (dlatego jakiś czas temu zmieniłam parkiet), a to zbyt ciasny i nie do końca w skali...Czas na rewolucję!
Tak było:
Tak jest (stan surowy):
Z żalem zrezygnowałam z za dużego kredensu (będzie musiał ozdobić inny domek) - zastąpiłam go takim samym mebelkiem, jaki mam już w kuchni (ten pewnie też doczeka się jakiejś metamorfozy). Wyleciał kominek, zamiast niego jest gliniany piec mojej produkcji (jeszcze nie wykończony). Doszła komódka - będzie pełnić rolę bufetu. Tym sposobem mam miejsce na potrawy i naczynia. Pokój wreszcie zrobił się przytulny i ustawny - przynajmniej taką mam nadzieję :)
Tak świeci się w małym kibelku:
A tak wygląda oświetlony przedpokój (widać pierwsze przymiarki do zmiany skali schodów - stopnie prowizoryczne, wymagają poprawek):
Główna lampa przedpokojowa jest jedyną, której nie zrobiłam sama. To miniaturowa latarka z kiosku, częściowo rozmontowana i odwrócona do góry nogami (w zamyśle producenta miała być chyba stojącą lampą naftową).
Bardzo ładnie rozprasza światło, ale zapalona za nic nie daje się wyraźnie sfotografować, więc jeszcze wersja z ostrością:
Tu mosiężny żyrandol w jadalni - uplotłam go z drutu (a raczej - oplotłam cieniutkim drutem kabelki), klosze to znów przyssawki.
Tak było:
Tak jest (stan surowy):
Z żalem zrezygnowałam z za dużego kredensu (będzie musiał ozdobić inny domek) - zastąpiłam go takim samym mebelkiem, jaki mam już w kuchni (ten pewnie też doczeka się jakiejś metamorfozy). Wyleciał kominek, zamiast niego jest gliniany piec mojej produkcji (jeszcze nie wykończony). Doszła komódka - będzie pełnić rolę bufetu. Tym sposobem mam miejsce na potrawy i naczynia. Pokój wreszcie zrobił się przytulny i ustawny - przynajmniej taką mam nadzieję :)
sobota, 23 marca 2013
Lampa kuchenna
No i mam już pierwszą lampę! Ceramiczną, w stylu (powiedzmy) ludowym.
Ponieważ wszystkie kabelki są już polutowane i połączone z diodami, nie mogłam najpierw zrobić lampki, żeby potem ją zamocować. Działałam na żywca, bez planu i bez opcji ctrl+Z.
Pierwszą sprawą były klosze - nieoczekiwanie zobaczyłam je w gumowych przyssawkach, które znalazłam w markecie budowlanym i które w założeniu służą... nie mam pojęcia do czego, pewnie do przysysania :D
Odcięłam końcówki i gorącym szpikulcem wypaliłam dziurki na żarówki.
Najpierw nadałam kabelkom ogólny kształt (na szczęście ładnie się wyginają):
Więcej taśmy, czyli kształt mniej ogólny:
Najbardziej ryzykowny moment całej operacji - nakładanie glinki samoutwardzalnej. Nie przepadam za pracą z nią (jest mało plastyczna, szybko zasycha i pęka), ale z powodów j.w. nie mogłam użyć np. modeliny czy fimo.
Jednak się udało, więc jeszcze malowanie plakatówką, gruba warstwa lakieru do paznokci, "ludowe" ozdoby... I gotowe :)
Teraz czekają mnie kolejne pomieszczenia. Pewnie znów będzie ciekawie :)
Ponieważ wszystkie kabelki są już polutowane i połączone z diodami, nie mogłam najpierw zrobić lampki, żeby potem ją zamocować. Działałam na żywca, bez planu i bez opcji ctrl+Z.
Pierwszą sprawą były klosze - nieoczekiwanie zobaczyłam je w gumowych przyssawkach, które znalazłam w markecie budowlanym i które w założeniu służą... nie mam pojęcia do czego, pewnie do przysysania :D
Odcięłam końcówki i gorącym szpikulcem wypaliłam dziurki na żarówki.
Najpierw nadałam kabelkom ogólny kształt (na szczęście ładnie się wyginają):
Więcej taśmy, czyli kształt mniej ogólny:
Najbardziej ryzykowny moment całej operacji - nakładanie glinki samoutwardzalnej. Nie przepadam za pracą z nią (jest mało plastyczna, szybko zasycha i pęka), ale z powodów j.w. nie mogłam użyć np. modeliny czy fimo.
Jednak się udało, więc jeszcze malowanie plakatówką, gruba warstwa lakieru do paznokci, "ludowe" ozdoby... I gotowe :)
Teraz czekają mnie kolejne pomieszczenia. Pewnie znów będzie ciekawie :)
czwartek, 21 marca 2013
Elektryfikacja
Miało być o książkach (i wkrótce będzie), ale tymczasem w posiadłości Hildy zaszły wielkie zmiany, więc chcę się nimi podzielić :)
Jakiś czas temu dostałam w prezencie ręcznie zrobione oświetlenie domku. Sama na elektryce znam się średnio (czyli wcale), ale Darczyńca przybył, wywiercił dziurki, poprzeciągał kabelki i... jest :)
Na razie etap bardzo wstępny, oświetlenie górnych partii domku dopiero ma powstać, więc świeci się tylko na parterze i w połowie piętra, ale... wygląda nieźle, prawda?
Żeby było bardziej making-ofowo i remontowo - wszystko w postaci nieupiększonej, gołe żarówki i trociny po borowaniu. Ale to chwilowe - teraz czeka mnie produkcja lamp, ukrywanie i podklejanie kabelków etc. Zanosi się na sporo pracy, ale czuję, że będzie przyjemna :)
Skoro już jestem przy pracach remontowych, zamierzam też dostosować schody do skali. Długo przymykałam oczy na fakt, że stopnie są za duże, ale zostałam przekonana. Szczególnie, że można je przeskalować w dość łatwy sposób. Zakupiłam listewkę 8/8 mm i będę kombinować.
c.d.n.
Jakiś czas temu dostałam w prezencie ręcznie zrobione oświetlenie domku. Sama na elektryce znam się średnio (czyli wcale), ale Darczyńca przybył, wywiercił dziurki, poprzeciągał kabelki i... jest :)
Na razie etap bardzo wstępny, oświetlenie górnych partii domku dopiero ma powstać, więc świeci się tylko na parterze i w połowie piętra, ale... wygląda nieźle, prawda?
Żeby było bardziej making-ofowo i remontowo - wszystko w postaci nieupiększonej, gołe żarówki i trociny po borowaniu. Ale to chwilowe - teraz czeka mnie produkcja lamp, ukrywanie i podklejanie kabelków etc. Zanosi się na sporo pracy, ale czuję, że będzie przyjemna :)
Skoro już jestem przy pracach remontowych, zamierzam też dostosować schody do skali. Długo przymykałam oczy na fakt, że stopnie są za duże, ale zostałam przekonana. Szczególnie, że można je przeskalować w dość łatwy sposób. Zakupiłam listewkę 8/8 mm i będę kombinować.
c.d.n.
czwartek, 14 lutego 2013
Mebelki do gabinetu
I znów długo nie pisałam, ale ostatnimi czasy pracowałam pilnie - nad domkiem Hildy. Efekt to umeblowanie gabinetu:
Biurko zrobiłam z balsy, tylko nóżki były gotowe (odłupane od jakichś niekompletnych stoliczków):
Po położeniu kilku warstw lakieru i lakierobejcy udało mi się w końcu osiągnąć efekt, na jakim mi zależało:
Duże to biurko nie jest :)
Resztę mebelków już miałam, ale musiałam je trochę przerobić (przede wszystkim chciałam, żeby były jednolite kolorystycznie).
Tu metamorfoza krzesła (lakierowanie i nowa tapicerka):
A tu zegara:
Wbrew pozorom zrobiłam przy nim sporo, łącznie z odłupywaniem górnej ozdoby, przesuwaniem jej, żeby była symetryczna i struganiem, żeby nie przytłaczała aż tak całości. Zegar dostał też nowy cyferblat (osadzony na pięciogroszówce), słupki przy tarczy, złocenia i zdobienie z naklejek do paznokci.
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
