środa, 21 czerwca 2017

Kable i rury





 


Czyli komputer podłączony i kaloryfer też. Poprzednio pokazywałam już monitor, ale komputeryzacja mieszkania studenckiego postępuje - jest klawiatura i pudło. Czyli kawałek plastiku (ściślej: fragment skrzydła samolotu) i drewniany klocek, oba oklejone printablami z sieci.





No ale żeby śmigało, to trzeba okablować.



Kablowanie in progress.

Tymczasem odsunięcie biurka od ściany ujawniło (jak to zwykle bywa) kurz, syf i inne dramaty.




Na przykład kaloryfer.




Wszystko podłączone, gra i bucy, można ciupać w Prince of Persia 2D. (No dobra, może nawet 3D, ale tego pierwszego, kanciastego)




 I podziwiać funkcjonalność kaloryfera.






c.d.n.

piątek, 21 kwietnia 2017

Zadomowienie

Studenckie życie nabiera rozmachu.



 Dziewczyny mają już szybę z deszczem i komputer z dupą.




No, powiedzmy - monitor z dupą (będący, nomen-omen, klockiem Duplo). Komputera jako takiego jeszcze nie ma, brakuje też klawiatury i myszy.


  

 Pod oknem będzie kaloryfer, na razie w robocie:


 


Nigdzie nie mogłam znaleźć gotowego kaloryfera w klimacie PRL, więc porwałam się na rękodzieło. Stwierdziłam, że nie ma sensu lepić całego ręcznie, bo jednak powtarzalność żeberek jest sprawą kluczową. Więc z modeliny zrobiłam jedno żeberko, o takie:


A potem z niego formę silikonową (polecam robienie form z mieszanki silikonu sanitarnego i mąki kartoflanej - szybko, tanio, dobre odzwierciedlenie detalu). Teraz mogę produkować kaloryfery hurtowo ;).

Całkiem gotowa  jest już półka na kosmetyki. Z przesłaniem:




Kącik kuchenny też z grubsza zagospodarowany:





W zasadzie pokój już prawie gotowy.


c.d.n.







sobota, 18 marca 2017

Studenckie życie



W ramach odpoczynku od Sherlocka - kolejny projekt z serii PRL. Roombox, nad którym pracuję już od dłuższego czasu, ale dopiero teraz porobiłam zdjęcia.




Większość mebelków wypatrzyłam na Allegro, na aukcji jednej z koleżanek miniaturzystek ;). Jak tylko zobaczyłam ten półkotapczan, te szafki bez drzwiczek i drzwiczki bez gałek, od razu wiedziałam, że muszę mieć ten zestaw, że wiem, co chcę z niego zrobić - pokój studencki! Taki we współdzielonym wynajętym mieszkaniu, którego właściciele od jakichś czterdziestu lat nie zmienili umeblowania.
Must have w takich wnętrzach to - oprócz peerelowskich mebli - wykładzina w kolorze błota (w świetlicy w podstawówce też taka była). W moim miniaturowym wnętrzu grana jest przez nabyty w Empiku kawał filcu w kolorze (hłe, hłe) "stare złoto".



Może tego nie widać na fotach (trochę jasne wyszły), ale ściana z kolei jest w popularnym kolorze jajecznym.
Są też "kontakty w niewłaściwych miejscach".




Stoliczek nocny ma fantastyczne podniszczenie - odciśnięte, a właściwie wżarte w plastik kółko. Nie wiem, jak powstało w rzeczywistości, w moim świecie studenci spalili poprzedni czajnik (a może to była grzałka używana niezgodnie z zasadami BHP?). Boombox i czajnik to gotowe miniaturki, które trochę podrasowałam - do obu dorobiłam przewody, magnetofon przemalowałam (był biały), dzbanek zyskał podstawę i pokrywkę z modeliny. 





Zbliżenie na biblioteczkę - księgozbiór na razie skromny, ale planuję więcej książek i wszelakich papierów.

 


Ma też być sporo jedzenia - studenci potrzebują energii. Jedną z pierwszych miniatur, jakie zrobiłam pod ten projekt, była pizza. Z oliwkami, pieczarkami i lekko już zaskorupiałym serem (pierwsze próby z Fimo liquid):





Widok ogólny. Więcej jedzenia, więcej naczyń, pizza zyskała karton:




W śmietniku ślady libacji, nad biurkiem tablica korkowa z korkowej podkładki pod kubek. W roli pinezek - łebki od szpilek:




Okno wymaga jeszcze wykończenia, będzie też kaloryfer pod parapetem. (Ponieważ nigdzie nie można kupić gotowych kaloryferów z epoki, zaczęłam dłubać własny, prace trwają).

Tutaj przypadkowo załapał się na zdjęcie karnisz, jeszcze niezamontowany. Oraz figmoludek, przybysz z Chin. Tylko pozuje - docelowo w pokoju mają mieszkać dziewczyny. Nie wiem jeszcze, co będą studiować ;).




I znów widok ogólny:






I mały update z kilkoma nowymi dodatkami:






Jedno wiem na pewno - będzie więcej bałaganu! ;)

c.d.n.



czwartek, 23 lutego 2017

Dwie Afryki i zasłona milczenia


Najnowszy, czwarty sezon Sherlocka BBC wywołał we mnie liczne silne i niekiedy sprzeczne emocje, z przewagą jednakowoż solidnego WTF. Naprawdę lubię ten serial (OK, zawsze miał swoje niedociągnięcia i nieraz wymagał zawieszenia niewiary, ale nigdy do tego stopnia), tym bardziej więc nieswojo się czułam, zwłaszcza po obejrzeniu odcinka nr 3. Podobała mi się gra aktorów i rozwój emocjonalny postaci, ale na litość, dlaczego fabuła musiała być aż tak durna?

Kota nie miała takich dylematów. Kocie nic nie przeszkadzało:


(No ale ona będzie oglądać WSZYSTKO, co się jej pokaże w telewizorze).

Ostatecznie uznałam, że należy spuścić zasłonę milczenia na cały ten sezon. Na Mary, która nie umie w przewracanie ludzi, na Johna przykutego do studni i Eurus-Holmes-Zdupy-Wziętą. Przypuśćmy, że to był tylko sen Sherlocka i że za jakieś trzy lata dostaniemy sezon 5, w którym wszystko wróci do normy, shall we?
Na odtrutkę obejrzałam sobie "Skandal w Belgravii". A potem, pokrzepiona na duszy i umyśle, zmontowałam Sherlockowi szafkę.



Tę szafkę. Piękny mebelek, na oko gdzieś z lat 60.-70. (te nóżki!).




Zdjęcie to zrzut ekranu z googlemapsowej wycieczki po 221B Baker Street. (Swoją drogą, jestem tą wycieczką zachwycona, genialny pomysł. Teraz mogę odwzorować mieszkanie Sherlocka w każdym szczególe - i pielęgnować własną obsesyjno-kompulsywność, bo skoro da się zrobić wszystko idealnie, to zapewne tak to zrobić powinnam.) 
Wprawdzie szafka z mapsów jest mocno zabałaganiona, ale nic to - grunt, że wreszcie mogłam  dokładnie obczaić jej kształt.

Moja własna szafka Sherloczna (minimalnie węższa od oryginału, a miało być perfekcyjnie, hmm...) powstała z plastikowego pudełka, które kupiłam za 3 złote w Tigerze.


 

Oraz z balsy.



Wnętrze oryginalnej szafki jest lustrzane, więc moją atrapę okleiłam cynfolią:




Balsowe części już pomalowane, schną.




Ostatni etap - dodatki. Urządzając wnętrze szafki, wzorowałam się na uporządkowanej wersji z sezonu pierwszego. Najbardziej pomocne zdjęcie, jakie znalazłam, pochodzi ze strony http://nixxie-fic.tumblr.com/ :


Starałam się ustawić wszystko mniej więcej podobnie, chociaż paru elementów jeszcze mi brakuje, a niektóre (m.in. mosiężne czajniczki) będą podmieniane na doskonalsze wersje.



Ryciny i tablice z grzybami to printable, dokładnie takie jak w serialu (jacyś dobrzy ludzie skądś je wzięli i wrzucili do internetu). Z rękodzieł własnych jest kilka książek i dwa wazoniki z fimo.
Wiatrak to gotowa miniaturka sprowadzona z Chin, przemalowałam go tylko na srebrno, bo pierwotnie wyglądał tak:


Jest jeszcze globus - element biżuteryjny, który pomalowałam częściowo na czarno, żeby upodobnić go do oryginału. Chociaż w zasadzie i tak jest podobny zupełnie do niczego (no, może trochę do globusa Polski) - został złożony z dwóch identycznych połówek, więc to jedyny na świecie globus z dwiema Afrykami. I Azjami. I całą resztą. Mam nadzieję, że Sherlockowi, biorąc pod uwagę jego wiedzę ogólną (np. w kwestii Układu Słonecznego), nie zrobi to różnicy.



Dolna szuflada ma uchwyty z fimo. I jest wysuwana (tak tylko mówię).

Tu trochę lepiej widać kształt boku:



Wkrótce pokażę szafkę w towarzystwie innych mebelków, ale to jeszcze za moment - kominek chwilowo przechodzi renowację :).

czwartek, 15 grudnia 2016

Całkiem gotowa łazienka

Ponieważ nałogowo zaczynam coraz to nowe projekty miniaturowe (tak, następny już czeka w kolejce), uznałam, że warto wrzucić tu jakiś dowód na to, że czasami jednak coś zaczętego kończę ;).

Dowodem jest łazienka (będzie dużo zdjęciospamu):


 


W zasadzie skończyłam ją już dość dawno, ale jakoś nie mogłam się zebrać, żeby ją w tej ostatecznej odsłonie pokazać. Ze wszystkimi ozdobnikami i detalami (jak, powiedzmy, szczotka ze szczotki). No i przede wszystkim - z oświetleniem.

Za oświetlenie robi lampka do lampionu, na bateryjkę, groszowa sprawa. Nie pamiętam już, kto na miniaturkowej grupie fejsowej podzielił się wiedzą o występowaniu takich lampek na Allegro, ale jestem wdzięczna za to podzielenie.





Ostatecznie wysiedliłam z łazienki Faceta (po ulepieniu Dziada i Baby, a co za tym idzie, zyskaniu wyższego skilla lepicielskiego, uznałam, że nie jest godzien, żeby go pokazywać szerszej publiczności). Teraz w łazience mieszka chiński Pieseł. Jest dopasowany kolorystycznie i wprowadza odpowiednią dawkę abstrakcji.










No i, last but not least, umożliwia robienie durnego Kadru Przez Pieseła.






Jest też kaczka. Przyduża. Możliwe, że mandarynka (czyli też chińska).






 


Dziuganie kaczki palcem dla zobrazowania skali:


 


Wiem, że bateria wannowa już kiedyś była, ale odczuwam potrzebę chwalenia się nią.







Odjazd kamery, żeby kibel się załapał. I szczota.










A po drugiej stronie...





Zapas papieru toaletowego, mydła (Tukan i For You), kremu Nivea i proszku do prania (Ixi oraz Cypisek). 
No i Frania, żeby było gdzie te proszki wsypywać.





Na środku modelinowa micha. Z michy jestem dosyć dumna ;)







Niniejszym pierwszy projekt 1:12 uważam za zakończony. (No dobra, prawie. Kiedyś jakiegoś - na pewno nie całkiem realistycznego - wykończenia doczekają się też ściany zewnętrzne roomboksu, ale to dopiero wtedy, kiedy będę już miała cały planowany zestaw wnętrz w klimatach PRL.)





c.d.n.