środa, 20 sierpnia 2014

Osiemdziesięciolatka

Przybyła już parę miesięcy temu, ale jakoś nie zdążyłam się nią (przynajmniej na blogu) pochwalić. Znaleziona na allegro, w zestawie rozmaitych gumowych/plastikowych zabawek bez większej wartości. Początkowo myślałam, że to laleczka celuloidowa, po otwarciu paczki okazała się z biskwitu. Pobieżny risercz w sieci i... "Germany, circa 1930".





Jest malutka, więc pewnie zamieszka z Hildą. 


czwartek, 7 sierpnia 2014

Przedpokojowo

...czyli zapowiadane zmiany w przedpokoju. Schody po przeróbce chyba wreszcie trzymają skalę, na fali prac remontowych dodałam też balsową listwę między tapetą a sufitem. Elementy dorobione do cynowej ławeczki - nóżka i oparcie ze srebrnego fimo - wymagają jeszcze przyciemnienia.




Jakiś czas temu opanowałam (wprawdzie w stopniu podstawowym, ale zawsze) sztukę filcowania. Płaszczyk na charmsowym wieszaku jest jednym z efektów :). Obok torebka od Polly Pocket, przemalowana i z dorobionym łańcuszkiem.




Torebkę, razem z kilkoma butami nie do pary, dostałam od sprzedawcy na targu staroci (kiedy zapytałam o cenę wygrzebanych z pudła dupereli, machnął tylko ręką ze słowami "niech się pani nie wygłupia"). Jedyne dwa buciki w tym samym kształcie były w dwóch różnych wersjach kolorystycznych, dlatego zostały przemalowane (złote kokardki w bonusie). Kozaczek niestety pary nie miał. Ale co tam, niech sobie stoi.


 


c.d.n.

sobota, 5 lipca 2014

Zestaw obiadowy na cztery osoby

Dawno mnie tu nie było, a jeszcze dawniej nie było nic o domu Hildy - pierwszym i najważniejszym z moich miniaturowych projektów. Prace nad nim nie ustają, co najwyżej czasem trochę zwalniają ;) Dziś, żeby nadrobić zaległości - kilka widoczków z jadalni.



Wciąż jest surowo, ale dodałam lustro nad bufetem (rama ze sprzączki od paska) i wykończyłam piec. Zyskał drzwiczki z fimo, zdobione naklejkami do paznokci.



Są - z czego jestem szczególnie dumna - otwierane :)



Tak, światło też jest. Planuję tylko wymienić diodę na trochę cieplejszą, pomarańczową albo czerwoną.



Na stole pojawił się kolejny eksperyment z miniaturową żywnością, obiad na cztery osoby. Nic wyszukanego - pieczony schab, kartofle i sałata. 




Wszystko z fimo, poza sałatą (ona akurat jest z serwetki). Pomidory cięte z laski. A sos (który tu akurat jest słabo widoczny) to pierwsze podejście do fimo liquid.
Całkiem jestem zadowolona z efektów.

Niedługo pokażę drobne zmiany w przedpokoju :)

poniedziałek, 24 lutego 2014

Łazienka - szlify i detale


Łazienka już na ostatniej prostej. 
Wyszpachlowałam kąty roomboxu, żeby było bardziej realistycznie.




 



Wprowadziłam trochę technologii czasów PRL-u - pralkę Franię (z pojemnika po lekach i różnych kabelków)...



 

...i suszarkę Farel (z modeliny).




 Na półce mam już większość potrzebnych kosmetyków:





 Przy kibelku także wszystkie niezbędne akcesoria:






Roombox ma też szybki z pleksi. Właściwie jest prawie skończony :)



 



 

sobota, 1 lutego 2014

Hello, Billy-boy!


Nie jestem specjalnie lalkowa, nigdy nie byłam. Obok porcelanek, Barbie, Blythe czy Tonnerów przechodzę raczej obojętnie. Nie kusi mnie malowanie buziek, wymienianie eye chipów, dolepianie rzęs. Czasem jęknę z zachwytu na widok jakiejś przecudnej, realistycznej dollfie, ale prawie nigdy nie załącza mi się takie ssące „chcę!!!”, jakie miewam przy mebelkach czy miniaturkach. 
Z przyjemnością popatrzę na czyjąś kolekcję, docenię ładny egzemplarz OOAK, kunszt makijażysty czy perukarza. Ale no… lalki mnie nie kręcą. Zasadniczo nie.
Jak wiadomo, od każdej reguły bywają jednak wyjątki.
To jest Billy.




Lalek gabarytowo nieco większy od Barbie, facet z historią społeczno-polityczną, "World's First Out and Proud Gay Doll" (http://en.wikipedia.org/wiki/Billy_doll). Mój egzemplarz (który kosztował mnie zaledwie 10 zł.!) to San Francisco Billy, w niemal kompletnym ubranku (brakuje mu tylko łańcucha z kolorowych kółek na szyi).



W tak niesprawiedliwie opisanym opakowaniu zastępczym do mnie przybył:


Billy to chłopak, bez cienia wątpliwości. Mówiąc wprost - jest nieprzyzwoicie anatomicznie poprawny (nie pokazuję na fotkach, żeby nie szerzyć porno, ale naprawdę. Bardzo). Lubię go za wygląd niemądrego, optymistycznego byczka.  Może kiedyś pójdzie w świat, jako element większego projektu. Na razie dumnie pozuje koło blaszanej niemieckiej kuchni z lat 60.





Jest mięśniakiem. Totalnie.



 Jedyną częścią garderoby, której w żaden sposób nie da się z niego zdjąć, są buty:


 No i czy on nie jest uroczy?


czwartek, 21 listopada 2013

Postępy w ustępie ;)


No, może niezupełnie w ustępie - w łazience. Prace idą pomalutku, ale zaczynam już widzieć koniec.





 Mieszkaniec już skończony, ugotowany i polakierowany :)



Ręcznik prowizoryczny, kosmetyki też jeszcze wymagają odrobiny pracy.




Piecyk (malowana tektura) właściwie gotowy, chociaż myślę jeszcze o ozdobieniu go printablem z nazwą firmy.
Jestem bardzo dumna z baterii. Powstała (podobnie jak wszystkie rury) z plastikowych elementów - pozostałości modelu samolotu do składania (przycinanych, sklejanych i w końcu pomalowanych na srebrno). Kurki i słuchawka prysznica są z modeliny, wąż z izolowanego drutu. 




Prawa strona roomboxu. Kibelek gliniany z balsową deską, przy modelinowym rezerwuarze (prowizorycznie przyczepionym do ściany) brakuje jeszcze spłuczki. A koło wanny będzie stała pralka frania :)




  Pewnie też wymienię uchwyt na papier toaletowy - ten jest trochę za elegancki... Ale pomyślę.






c.d.n.

środa, 31 lipca 2013

Kolejny projekt




Długo nie pisałam, ale to nie znaczy, że na froncie miniaturowym nic się u mnie nie działo.
Już mniej więcej od roku, równolegle z działaniami w domku Hildy i w gabinecie Snape'a, pracuję nad jeszcze jednym projektem. Tym razem dosyć wielkoformatowym.
Mianowicie - wymyśliłam sobie stworzenie serii roomboxów w różnych skalach, przedstawiających konkretne sceny. Takich trochę rzeźb, trochę instalacji, a trochę obrazów 3D, opowiadających rozmaite historie - tak, jak to robią "normalne" obrazy.
Fascynuje mnie ten moment, kiedy rzemiosło miniaturzysty/rękodzielnika czy pasja kolekcjonera spotyka się z działaniem artystycznym - mam poczucie, że granica jest tu bardzo płynna. O ile Hilda czy Snape to moje kolekcjonerskie zabawy, o tyle nowy projekt chciałabym zakończyć wystawą.
Chcę, żeby te moje wnętrza były realistyczne (ale nie fotorealistyczne, zbyt idealne - ma być w nich widać indywidualny rys) - czasem aż do bólu, z brudem, syfem i bałaganem ;) Część rzeczy mam zamiar zrobić sama, od podstaw, ale chcę też wykorzystać stare zabawki, kupowane na aukcjach i targach staroci.
Tyle teorii. Tymczasem przedstawiam prace nad pierwszym z roomboxów - zapyziałą łazienką z czasów PRL :) Skala to mniej więcej 1:12 (wreszcie!).

Lewa ściana łazienki - umywalka z modeliny, lustro prawdziwe, półeczka pod lustrem - kawałek naprawdę zardzewiałego metalu.











Szafka jest z plastiku i pierwotnie była różowa ;)




Żeliwna wanna zakupiona na starociach - pomalowana i postarzona.





Widok z góry. Wszystkie kafelki zrobiłam z kartonu introligatorskiego (długie godziny wycinania i lakierowania).





Szczotka do sedesu (sedes już też gotowy, ale nie załapał się na zdjęcie) - zrobiona ze szczoteczki od tuszu do rzęs.




 Zaciek z grzybem - sporo artystycznego malowania ;)





 Junkers - work in progress.



Mam już też kawałki mieszkańca łazienki - chwilowo jest (nieprzyzwoitym) kadłubkiem, ale za jakiś czas to się powinno zmienić.










c.d.n.