Dziś będzie o całkiem małym przedsięwzięciu - szybkiej, czysto estetycznej aranżacji, bez żmudnej pracy, rękodzieła i hiperrealizmów. Wszystko zaczęło się od tego, że przemeblowałam pokój w
mieszkaniu 1:1 i zapragnęłam do niego jakiejś ładnej miniaturowej
dekoracji.
Mebelki - ponad czterdziestoletnie, w trudnej skali 1:10 - kupiłam już kilka lat temu. Długo nie miałam pomysłu, w jaki projekt je włączyć, bo do moich syfiastych wnętrz PRL-u nie pasują z racji urody. Nie mają wiele wspólnego z kryzysowymi koszmarkami z lat 80. - to zabawki nawiązujące do ikon polskiego designu lat 60./70.
Idealna do ich wyeksponowania okazała się szklarnia z Ikei, która dostałam niedawno w prezencie (z przeznaczeniem miniaturkowym właśnie) i też nie miałam na nią pomysłu. Pasująca tapeta, kawałek polarowej bluzy w roli wykładziny, kilka reprodukcji wyciętych z kalendarza - i wnętrze gotowe. Jest nawet działająca lampka :)
Jedynym elementem przerabianym jest adapter. Dawno temu należał do mojej Barbie i początkowo wyglądał tak:
Po malowaniu chyba zyskał na realizmie. Komiksy o kocie Feliksie (na ich podstawie właśnie w latach 60. zrealizowano film animowany) wycięte z jakiejś francuskiej broszurki).
Dekoracje kilka razy zmieniałam i przestawiałam, ale ostatecznie jestem zadowolona z efektu. Zwłaszcza odkąd posadziłam na krzesłach drewniane psy - też z epoki ;)
Wnętrze nie jest do końca realistyczne, bo jasne, że mieszkania za PRL prawie nigdy nie wyglądały aż tak estetycznie (chyba że na filmach). Ale jednak projektanci z lat 60. i 70. do tego właśnie dążyli.
czwartek, 23 października 2014
piątek, 26 września 2014
Stary i meblościanka
Prace nad domem Hildy trwają, ale równolegle robię też kilka innych rzeczy. Między innymi kolejny projekt z serii, powiedzmy, artystycznej. Czyli jeszcze jedno wnętrze w klimacie PRL. Albo post-PRL, bo przecież wielu starszych ludzi mieszkało tak jeszcze w latach 90. (z tej epoki jest telewizor), niektórzy zresztą mieszkają do dziś.
Hasła przewodnie - meblościanka, wypoczynek, sztuczne kwiaty, kryształy, dewocjonalia, kicz.
Mebelki to głównie zdobycze z allegro, całość umieściłam we wnętrzu, które pozostało mi po niedozbieranym domku del Prado. Podłoga też z tej kolekcji - idealnie sprawdza się jako prl-owskie gumoleum, bez powodzenia udające klepkę. Przeszklone drzwi zrobiłam z balsy (szyba to pleksi z folią samoprzylepną), brak im jeszcze zawiasów. Część drobiazgów w meblościance pewnie jeszcze wymienię na bardziej realistyczne, ale kryształy, kapliczka i kotek w ramce na pewno zostaną :).
Pośrodku tego całego kramu siedzi sobie Stary. Taki, o:
(Drugą dłoń też ma, żeby nie było. Po prostu jeszcze jej nie przytwierdziłam.)
Jest zrobiony z modeliny, drutu i filcu. W najbliższym czasie powinien dorobić się odrobiny włosów, a także koszuli i serdaczka. Miał też mieć wełniane kapcie, ale jestem tak dumna ze stóp, że Stary będzie jednak siedział boso:
Skala - 1:12.
Myślę, że za jakiś czas spróbuję mu dorobić Starą do towarzystwa :).
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Wyższy poziom
...czyli drugie piętro. Nie, żeby było gotowe - ale przynajmniej już się za nie zabrałam.
Najpierw, tak samo jak na dole, uzupełniłam niepełną ściankę działową. Tak to wyglądało na (niespecjalnie atrakcyjnym) etapie początkowym:
Dziś jest już dużo lepiej :) Przynajmniej jeśli chodzi o prawą stronę, czyli gabinet. Tapeta i parkiet położone, górna listwa z lewej strony uzupełniona, framuga też gotowa.
Jeszcze tylko lampy (ta, którą widać, jest prowizoryczna), drobne wykończenia przy suficie i można będzie pokoik meblować.
Z meblami też nie jest źle. Zestaw z biurkiem, krzesłem i zegarem już pokazywałam.
Chwaliłam się też sklejkowymi pudełkami, przeznaczonymi na biblioteczki.
No więc tak wygląda już gotowa biblioteczka - po dorobieniu podstawy i zabejcowaniu na kolor dębu:
Mam ich dwie sztuki, ale na razie tylko jedna została zapełniona książkami.
Bo książki to chyba najbardziej praco- i czasochłonny element wystroju gabinetu i trochę potrwa, zanim zrobię drugie tyle...
Najpierw, tak samo jak na dole, uzupełniłam niepełną ściankę działową. Tak to wyglądało na (niespecjalnie atrakcyjnym) etapie początkowym:
Dziś jest już dużo lepiej :) Przynajmniej jeśli chodzi o prawą stronę, czyli gabinet. Tapeta i parkiet położone, górna listwa z lewej strony uzupełniona, framuga też gotowa.
Jeszcze tylko lampy (ta, którą widać, jest prowizoryczna), drobne wykończenia przy suficie i można będzie pokoik meblować.
Z meblami też nie jest źle. Zestaw z biurkiem, krzesłem i zegarem już pokazywałam.
Chwaliłam się też sklejkowymi pudełkami, przeznaczonymi na biblioteczki.
No więc tak wygląda już gotowa biblioteczka - po dorobieniu podstawy i zabejcowaniu na kolor dębu:
Mam ich dwie sztuki, ale na razie tylko jedna została zapełniona książkami.
Bo książki to chyba najbardziej praco- i czasochłonny element wystroju gabinetu i trochę potrwa, zanim zrobię drugie tyle...
środa, 20 sierpnia 2014
Osiemdziesięciolatka
Przybyła już parę miesięcy temu, ale jakoś nie zdążyłam się nią (przynajmniej na blogu) pochwalić. Znaleziona na allegro, w zestawie rozmaitych gumowych/plastikowych zabawek bez większej wartości. Początkowo myślałam, że to laleczka celuloidowa, po otwarciu paczki okazała się z biskwitu. Pobieżny risercz w sieci i... "Germany, circa 1930".
Jest malutka, więc pewnie zamieszka z Hildą.
Jest malutka, więc pewnie zamieszka z Hildą.
czwartek, 7 sierpnia 2014
Przedpokojowo
...czyli zapowiadane zmiany w przedpokoju. Schody po przeróbce chyba wreszcie trzymają skalę, na fali prac remontowych dodałam też balsową listwę między tapetą a sufitem. Elementy dorobione do cynowej ławeczki - nóżka i oparcie ze srebrnego fimo - wymagają jeszcze przyciemnienia.
Jakiś czas temu opanowałam (wprawdzie w stopniu podstawowym, ale zawsze) sztukę filcowania. Płaszczyk na charmsowym wieszaku jest jednym z efektów :). Obok torebka od Polly Pocket, przemalowana i z dorobionym łańcuszkiem.
Torebkę, razem z kilkoma butami nie do pary, dostałam od sprzedawcy na targu staroci (kiedy zapytałam o cenę wygrzebanych z pudła dupereli, machnął tylko ręką ze słowami "niech się pani nie wygłupia"). Jedyne dwa buciki w tym samym kształcie były w dwóch różnych wersjach kolorystycznych, dlatego zostały przemalowane (złote kokardki w bonusie). Kozaczek niestety pary nie miał. Ale co tam, niech sobie stoi.
sobota, 5 lipca 2014
Zestaw obiadowy na cztery osoby
Dawno mnie tu nie było, a jeszcze dawniej nie było nic o domu Hildy - pierwszym i najważniejszym z moich miniaturowych projektów. Prace nad nim nie ustają, co najwyżej czasem trochę zwalniają ;) Dziś, żeby nadrobić zaległości - kilka widoczków z jadalni.
Są - z czego jestem szczególnie dumna - otwierane :)
Wszystko z fimo, poza sałatą (ona akurat jest z serwetki). Pomidory cięte z laski. A sos (który tu akurat jest słabo widoczny) to pierwsze podejście do fimo liquid.
Całkiem jestem zadowolona z efektów.
Niedługo pokażę drobne zmiany w przedpokoju :)
Wciąż jest surowo, ale dodałam lustro nad bufetem (rama ze sprzączki od paska) i wykończyłam piec. Zyskał drzwiczki z fimo, zdobione naklejkami do paznokci.
Są - z czego jestem szczególnie dumna - otwierane :)
Tak, światło też jest. Planuję tylko wymienić diodę na trochę cieplejszą, pomarańczową albo czerwoną.
Na stole pojawił się kolejny eksperyment z miniaturową żywnością, obiad na cztery osoby. Nic wyszukanego - pieczony schab, kartofle i sałata.
Wszystko z fimo, poza sałatą (ona akurat jest z serwetki). Pomidory cięte z laski. A sos (który tu akurat jest słabo widoczny) to pierwsze podejście do fimo liquid.
Całkiem jestem zadowolona z efektów.
Niedługo pokażę drobne zmiany w przedpokoju :)
poniedziałek, 24 lutego 2014
Łazienka - szlify i detale
Łazienka już na ostatniej prostej.
Wyszpachlowałam kąty roomboxu, żeby było bardziej realistycznie.
Wprowadziłam trochę technologii czasów PRL-u - pralkę Franię (z pojemnika po lekach i różnych kabelków)...
...i suszarkę Farel (z modeliny).
Przy kibelku także wszystkie niezbędne akcesoria:
Roombox ma też szybki z pleksi. Właściwie jest prawie skończony :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


