czwartek, 14 lutego 2013

Mebelki do gabinetu


I znów długo nie pisałam, ale ostatnimi czasy pracowałam pilnie - nad domkiem Hildy. Efekt  to umeblowanie gabinetu:





Biurko zrobiłam z balsy, tylko nóżki były gotowe (odłupane od jakichś niekompletnych stoliczków):




Po położeniu kilku warstw lakieru i lakierobejcy udało mi się w końcu osiągnąć efekt, na jakim mi zależało:


 


Duże to biurko nie jest :)




Resztę mebelków już miałam, ale musiałam je trochę przerobić (przede wszystkim chciałam, żeby były jednolite kolorystycznie).

Tu metamorfoza krzesła (lakierowanie i nowa tapicerka):







A tu zegara:




Wbrew pozorom zrobiłam przy nim sporo, łącznie z odłupywaniem górnej ozdoby, przesuwaniem jej, żeby była symetryczna i struganiem, żeby nie przytłaczała aż tak całości. Zegar dostał też nowy cyferblat (osadzony na pięciogroszówce), słupki przy tarczy, złocenia i zdobienie z naklejek do paznokci.






Teraz jestem na etapie produkcji miniaturowych książek (kilka już mam, jak widać) - niedługo powstanie biblioteczka.




c.d.n.

czwartek, 18 października 2012

Jedzenie

Dawno mnie tu nie było, ale postaram się nadrobić zaległości :)
Zrobiłam ostatnio trochę jedzenia 1:24 z fimo i modeliny. Jakieś takie głównie polskie wyszło, samo z siebie - wcale nie planowałam promowania rodzimej kuchni. Tak czy owak, jestem całkiem zadowolona z efektów.




Chleb (i nóż też) z fimo na deseczce z balsy (efekty specjalne - lakier do drewna):






 A, i skala jeszcze:



Modelinowo-fimowa kiełbasa ;)



I pierogi (za tłuszcz robi lakier do paznokci):






Na deser wuzetki (mniej więcej):




PS. Pojawiło się ostatnio tyle nowych, fajnych blogów miniaturkowych - a ja mam kłopoty z bloggerem i nie mogę ich oficjalnie obserwować (system w kółko każe mi się logować, co niczego nie daje). Macie na to jakieś sposoby?

sobota, 30 czerwca 2012

Pożegnanie z roomboxem

Obiecałam kiedyś, że pokażę mój kuchenny roombox 1:12, czyli najbardziej spójny fragment kolekcji DelPrado, jaki udało mi się skompletować. 




Długo stał u mnie w kuchni i kurzył się, więc nie wygląda najlepiej.

 



Drewniany piec DelPrado zastąpiłam metalowym, dużo bardziej realistycznym. Kupiłam go we Francji - był dodatkiem do pierwszego numeru gazetki kolekcjonerskiej (chyba też DelPrado zresztą) pod tytułem "Zbuduj sobie miniaturową kuchnię w stylu prowansalskim".



Stojak z butelkami to magnes na lodówkę, też z Francji. A lampę naftową kupiłam w kwiaciarni w Czechach.



Maszynka do mięsa pochodzi z Sewilli, z przedświątecznego kiermaszu akcesoriów do szopek bożonarodzeniowych. Tak samo jak sitko, leżące w zlewie.

 
Moja faworytka - mysza :)



W tytule posta napisałam "pożegnanie", bo roombox w obecnej formie wkrótce przestanie istnieć. Mebelki i dodatki pójdą do magazynu, a pokoik posłuży do całkiem nowego projektu. Nieco makabrycznego, ale o tym kiedy indziej.




czwartek, 14 czerwca 2012

Steampunk, czyli z innej beczki

Dziś wyjątkowo post nieminiaturkowy, chociaż z pewnością rękodzielniczy.
Strasznie za mną ostatnio chodzi steampunk, kupiłam nawet z tej okazji worek starych zegarków, które teraz pracowicie rozkręcam. W miniaturach też je zapewne wykorzystam, ale na razie coś w skali 1:1. 






Baza to dość zwyczajna miedziana bransoletka ze sklepu indyjskiego. W szale improwizacji nakleiłam na nią różne rzeczy (m.in. właśnie części zegarka i kawałek starej słuchawki), no i takie są efekty.




czwartek, 24 maja 2012

Wygrzebane za piątaka

Ostatnio znów miałam okazję być na poznańskim targu w Starej Rzeźni. Tym razem nie tylko w sobotę - kiedy rozkładają tam stragany sprzedawcy antyków - ale i w niedzielę. A w niedzielę rządzi na Garbarach starzyzna, klasyczna tandeta typu rozpadające się buty, zwoje kabli, potworne bibeloty i rozmaite relikty PRL. Cudowne! 
A tak, zabawki też są. Przy jednym pudle dosłownie siadłam na bruku i przegrzebałam je w pół godziny do samego dna. Sprzedawca patrzył na mnie z pobłażaniem, potem przyjrzał się efektom mojej górniczej pracy, "skarby" mruknął i wycenił całość na pięć złotych.
A to moje wykopki:



Większość plastikowa, z wyjątkiem drewnianej filiżanki i dzbanka do kompletu, metalowej figurki i wiaderka (wzięłam je głównie po to, żeby nie pogubić całego drobiazgu). Ogólnie rzeczy dla miniaturzystki fenomenalne (wykorzystam je na pewno w co najmniej trzech projektach), ale raczej bez większej wartości. Wyjątek stanowi niemowlaczek:



 Przypuszczam, że nie Lundby, prędzej jakaś niemiecka firma (Ari?), ale swoje lata ma, myślę, że spokojnie ze czterdzieści.




Tu widać cudowne dziergane śpioszki i przybliżoną  wielkość (będącą również przybliżoną ceną).

A to urobek z soboty, mniej spektakularnie (przynajmniej w kwestii ilości), ale niewiele drożej:



Książeczka jest metalowa, a w środku ma widoczki Berlina czasów NRD:





Chyba staję się maniaczką targów staroci...

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Grzybki, złoto i cała reszta


Znowu zmiana skali i klimatu - wracam do Snape'a. Post będzie długi, szczegółowy i wieloobrazkowy ;)



Pamiętacie zamalowany  farbą olejną stół? Odszorowanie go było trudniejsze, niż się spodziewałam.  Skrobałam go w sumie trzy miesiące, kilkanaście minut co parę dni, ze sporymi przerwami (poważnie się obawiałam, że dłuższe działania groziłyby mi pylicą). Nożem, starym pilnikiem do paznokci i papierem ściernym różnej grubości. Pod warstwą białej farby odnalazłam warstwę niebieskiej, jeszcze trudniejszej do usunięcia. Miejscami wżarła się na amen i musiałam już nie tyle szlifować, ile strugać drewno. Tak wyglądał mebelek gdzieś w (drugiej) połowie akcji.



 Moment, kiedy zaczęłam widzieć kolor drewna, a nawet poczułam (po tylu latach!) zapach sosny, należał do przyjemniejszych.



Efekt końcowy - po zabejcowaniu stołu na kolor dębu - przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Dokładnie o coś takiego mi chodziło! (Bardzo dziękuję za radę, żeby użyć lakierobejcy!)



Szczęśliwym trafem już jakiś czas temu nabyłam dwa mebelki w niemal identycznym kolorze. Oto jeden z nich:




Samowarkiem już się kiedyś chwaliłam, lejek też pokazywałam. Lupa (prawdziwa!) tkwiła w dłoni plastikowego ludka Playmobil, dołączonego do jakiejś gazetki dla dzieci. Wyjściowo była wściekle pomarańczowa, pomalowanie na srebrno chyba dobrze jej zrobiło :) Książki na górnej półce są mojej produkcji (okładki z papieru do scrapbookingu i skóry ze starych rękawiczek, okucia z naklejek do paznokci). Z kolei ta niżej, w tłoczonej skórzanej okładce, to jedna z najstarszych miniatur, jakie mam.

 



I aranżacja. Część rzeczy już pokazywałam. Kratkę na gąsior zrobiłam sama, butla obok zawiera złoto (sic!) w spirytusie, była dołączona do pierwszego numeru gazetki o kamieniach szlachetnych.




Znowu zabawy z fimo. Tym razem grzybki - muchomory i psylocybki :D





 Wszystko pięknie-ładnie, tylko ciągle nie mam gdzie tych moich aranżacji ustawić - lochu jak nie było, tak nie ma. Waham się pomiędzy wieloma opcjami, od zrobienia wszystkiego samodzielnie (z drewna? tektury? cegieł?) po kupienie jakiegoś gotowego domku/szafki i dostosowanie go do moich potrzeb. Ale póki co - ciągle prowizorka.
 



Severus ma w dłoni grzybka, chociaż może nie bardzo to widać ;)




 c.d.n.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Vintage Lundby nr 2

Kolejne zdobycze - tym razem z Allegro. Sprzedający zakamuflował kilka lundbiaków pośród plastikowych chińskich mebelków. Wyczaiłam i kupiłam, całkiem okazyjnie :D


Tym razem lata 80 (przynajmniej tak wynika z poszukiwań w sieci).

Najbardziej podoba mi się telewizor, chociaż niestety jest uszkodzony - powinien mieć jeszcze podstawę, metalowe nóżki.



Tu widać, że mu ich brakuje. Poza tym to model elektryczny, z tyłu znajduje się miejsce na podłączenie kabelka i żarówki (dziurka zaklejona plasteliną, więc nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze będzie świecił.)


Poza tym mebelki (zwłaszcza krzesło) w znakomitym stanie, więc tym razem wielkiej renowacji nie będzie - tylko malowanie szafek nocnych, bo farba tu i ówdzie odprysnęła.


Jak ja lubię Lundby... Nie mam jakiejś obsesji na punkcie markowych sprzętów, ale stare lundbiaki po prostu mnie zachwycają. Mam nadzieję, że kiedyś dorobię się oryginalnego domku :) Póki co - niektóre sprzęty dopasowuję do 1:24, na pozostałe też mam pewien pomysł... (Wiem, wiem, nie powinnam zaczynać kolejnego projektu, mając rozgrzebane poprzednie, ale... tyle skal, tyle możliwości!)